Głównie o wodzie

Cze 5, 2011 (dzień 18) Finlandia

Posiłek przed odjazdem to ostatnia rzecz, która wydarzyła się w słońcu. Gdy tylko wyjechałem z lasu, zaczęło lać strumieniami. Króciutka przerwa w deszczu trafiła się akurat gdy przekraczałem rzekę Teno, stanowiącą naturalną granicę pomiędzy Norwegią a Finlandią. Teno jest znana ze swoich dorodnych łososi i przez wieki była dla lokalnych Samów źródłem dochodu – najpierw samych ryb, a ostatnio z turystów przyjeżdżających łowić w jej wodach.

Lapońskie fale

Lapońskie fale

Za rzeką zaczynają się pofalowane pagórki. Zdaje się, że jedyne płaskie skrawki Laponii to jeziora, a drogę do Inari poprowadzono na wprost, nie bacząc na rzeźbę terenu. Owocuje to niezliczoną ilością drobnych podjazdów i zjazdów, ale też brakiem szczególnych widoków, za wyjątkiem reniferów i nielicznych jeziorek lub strumyków. Jedynym wartym zaznaczenia miejscem jest Kanion Geavu, rezerwat przyrody. Niestety, w maju turystom nie wolno tam wchodzić, a nawet jeśli byłoby wolno, to nie ma gdzie zostawić roweru pod nadzorem przed wyjściem w dziesięciokilometrową trasę. Zamiast tego, wybrałem się na krótki spacer do "największego źródła w Finlandii", jak podawała tablica informacyjna. Mimo że jego widok nie robi wrażenia, to zasada działania — owszem. Woda wypływa z małego jeziorka położonego między stromymi wzgórzami. Nie widać za to skąd tam przypływa. Okazuje się, że przesącza się kilometrami przez piaski i porowate skały z rzeki płynącej kilka kilometrów dalej. Rezultatem tego jest właśnie zaczynający się tu nowy strumień.

Po takiej lekcji ruszyłem w dalszą drogę, ale inny przejaw cyrkulacji wody w Laponii — mam tu na myśli kolejną ulewę — zmusił mnie do postoju. Miejscem spoczynku okazał się przydrożny parking, nawet całkiem czysty w porównaniu do norweskich standardów (i fińskich również, o czym niebawem się przekonałem). Przy intensywnym ruchu sięgającym jednego samochodu na godzinę, nikt mnie tutaj nie niepokoił.

Kolejny dzień, po jeździe nocą, musiał być leniwy. Przejechałem jakieś 20km z wyraźnym celem w głowie — kempingiem Jokitörmä. Przewodnik nie mylił się w pozytywnym opisie tego miejsca. W pozasezonowej obniżce za 7,50€ miałem pierwszy prysznic od wyjazdu ze Skarsvåg, wyprałem ciuchy i skorzystałem z Internetu.

Wieczorny deszcz skłonił mnie do rozmyślań o regularnościach tutejszej pogody. Gdy tylko miałem gotową teorię o porannej aktywności słońca wywołującej powstawanie chmur, które z kolei wieczorem wracają na ziemię pod postacią opadu, cały wzorzec szlag trafił. Cóż — pocieszyłem się — przepowiadanie pogody to nadal słabo opanowana dziedzina i nawet naukowcy wyposażeni w najnowszy sprzęt pomiarowy i obliczeniowy popełniają błędy. Na szczęście moja pomyłka objawiła się w postaci słonecznego dnia.

W Inari odwiedziłem muzeum Sami. Wyjaśniło mi dużo o kulturze i historii pierwotnych mieszkańców tych terenów, którzy dotarli tutaj naokoło Półwyspu Skandynawskiego, podczas gdy północny Bałtyk nadal tkwił w okowach ostatniego zlodowacenia. Dowiedziałem się też, że skuter śnieżny, tak popularny w tych okolicach, nie jest tylko zabawką czy zamiennikiem samochodu w zimowe miesiące. To także ważne narzędzie do opanowania stada wypasanych reniferów. Poza wystawą o Samach, muzeum opowiada dużo o lokalnej florze i faunie oraz wielkoskalowej historii, tak klimatycznej jak i geologicznej. Obowiązkowa wizyta w Inari!

Drewniany dom, drewaniane słupy, drewniany las

Drewniany dom, drewaniane słupy, drewniany las

Korzystając z pięknej pogody, zdecydowałem się jechać w nocy. Droga do Ivalo była najpiękniejszym widokiem od kiedy opuściłem norweskie wybrzeże. W ciepłym świetle długo zachodzącego słońca droga wiła się pomiędzy niezliczonymi jeziorkami i pagórkami. Przy niemal każdym zakręcie znajdował się parking, zazwyczaj wyposażony w ławy i stoły — coś niespotykanego dotychczas. Pokusiłem się nawet o wyciągnięcie wędki. Kilka rzutów zaowocowało okonkiem. Ryba wróciła do domu, a ja popedałowałem dalej. Nie za daleko, bo kolejny parking usytuowany był w jeszcze urokliwszym miejscu.

Tam natknąłem się na niespodziankę przekraczającą moje wyobrażenia. Patrząc ponad jeziorem zauważyłem, że coś dziwnego stało się ze słońcem. Nie było okrągłe, brakowało kawałka! W jakiś dziwny sposób nie odkryłem przed wyjazdem, że takie zjawisko ma nastąpić. Zaćmienie! Choć tylko częściowe, w życiu nie spodziewałbym się oglądać zaćmienia słońca o północy. Piękny prezent od natury!

Słowem wyjaśnienia: Nie mogłem go widzieć o astronomicznej północy, gdyż słońce zachodzi tutaj na krótki moment. Jednakże Finlandia w lecie ma czas strefy GMT+3, w wyniku czego astronomiczna północ wypada około 23:10 czasu lokalnego.

Zaćmienie o północy

Zaćmienie o północy

Zaspane Ivalo nie zaoferowało mi nic ciekawego poza otwartym wifi. Zauważyłem za to, że dzień polarny najwyraźniej wpływa też na tubylców. Całkiem sporo młodzieży błąkało się bez celu samochodami po mieście lub siedząc w nich — rozmawiało.

Tu zaczyna się też pozbawiona jezior część Finlandii, a w krajobrazie dominuje las sosnowy, z rzadka okraszony bagienkiem czy drobnym strumykiem. Po kilometrach nudy napotkałem na podjazd, który wyniósł mnie na blisko 400m, gdzie nadal znaleźć można było płaty śniegu. Znowu z wiatrem w twarz, dotarłem do Saariselkä, punktu wypadowego w park narodowy o tej samej nazwie. W miejscowości są też trasy narciarskie, poprowadzone z góry o imponującej różnicy wysokości — 200m. To fińskie góry. Nie należy jednak ich bagatelizować, bo nadal jest to koło podbiegunowe i taka górka może przynieść niespodzianki pogodowe podobne jak czterotysięcznik w strefie podzwrotnikowej.

Samo miasteczko to wielkie centrum handlowe. Supermarket, sklepy sportowe, fryzjer i spora liczba wypożyczalni nart i skuterów to większość lokalnej zabudowy. Przyjechałem chyba w samym dole niskiego sezonu, bo miejscowość była kompletnie opustoszała. Na tej ogromnej przestrzeni napotkałem na dwie osoby wyprowadzające psy, oraz na kasjerkę w supermarkecie.

Zapewne "teren prywatny, zakaz wjazdu"

Zapewne "teren prywatny, zakaz wjazdu"

A to już w międzynarodowym języku

A to już w międzynarodowym języku

Namiot rozbiłem awaryjnie, w obawie przed nacierającą burzą, która w końcu przeszła bokiem. Po nieprzyzwoicie długim śnie pojechałem dalej — tym razem bardziej z górki — przez nadal monotonny krajobraz, by w końcu znaleźć uroczy biwak na brzegu rzeki, jakieś 30km przed Sodankylä. Rankiem, opuszczając miejsce noclegu, dostrzegłem rozbity blisko drogi namiot, a obok niego dziwny pojazd. Szczekający pies zdradził w czym rzecz. Samotna Szwajcarka, jadąca na północ wózkiem zaprzężonym w dwa psy. Powoli, 20-30km dziennie — a raczej nocnie, bo wtedy ruch na drodze jest mniejszy — podążała na Nordkapp, skąd planuje wrócić przez Szwecję. Długo rozmawialiśmy o tym, czego każde z nas może się spodziewać w dalszej drodze, więc znowu wyruszyłem późno.

Nie wiem co za siła sprawia, że wyjeżdżam tuż przed załamaniem pogody. Tym razem był to już dziki atak wiatru i deszczu. Ten pierwszy najpierw próbował mnie zatrzymać, a potem zdmuchnąć z drogi wprost do najbliższego jeziora. Drugi zaś po prostu kompletnie mnie przemoczył. Uspokoiło się to na chwilę, gdy ja robiłem zakupy w supermarkecie w Sodankylä. Mimo że zostawiałem za sobą kałuże wody, nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Ludzie na zakupach nie zauważyliby słonia, chyba że miałby naklejoną metkę.

Gdy tylko opuściłem miasteczko, wicher i ulewa zaczęły się na nowo. Ale tam już była wioska Aska, Timo z CouchSurfing i jego gorąca sauna.

Komentarze:

siostra:)
siostra:)
9 lat, 10 miesięcy temu
chyba Cię szlag trafił na tych górkach:) fińskiej sauny w Finlandii zazdroszczę!!! buziaki
Yoshko
Yoshko
9 lat, 10 miesięcy temu
Jest to pierwszy blog podróżniczy, który czytam. :)
mama
mama
9 lat, 10 miesięcy temu
A ja Ci zazdroszczę tych lasów!!!
jędral
jędral
9 lat, 10 miesięcy temu
hej! super wyprawa - będę wpadał regularnie i śledził poczynania! pozdrawiam i życzę powodzenia!
Aga Książ
Aga Książ
9 lat, 10 miesięcy temu
Hi Man,

Maszynka spirytusowa EMES, za jedyne 9 (słownie: dziewięć) polskich złotych

http://www.warszawa.ap.gov.pl/images/REKLAMY_BO%AFONARODZENIOWE/reklamy_1/MINIATURY/034.jpg

Jak tam Twoja kuchenka? Daj znać, gdybyś pilnie lub sentymentalnie potrzebował. To zamówię.

Trzymaj się,
Aga i Wojtek :*
Pigiel
Pigiel
9 lat, 10 miesięcy temu
hehehe maszynka emes - dobre!

kolejny fajny wpis - na moment można zamknac oczy i poczuc, ze pedaluje sie z Toba ;)

a jesli nie zgnusniejemy po 30-tce to byc moze nawet to sie wydarzy za jakis czas ;))
kr2ysiek
kr2ysiek
8 lat, 9 miesięcy temu
Wg Google Translate: http://translate.google.pl/#auto|pl|Ajo%20sallittu%20omalla%20vastuulla%0AYksityistie
Ajo sallittu omalla vastuulla
Yksityistie
Jazda dozwolona na własne ryzyko
Prywatne drogi

Mała pomyłka. ;)
Filttunigo
Filttunigo
8 lat, 4 miesiące temu
order acyclovir ointment 400 mg acyclovir for cold sores http://flavors.me/tairough#walmart-acyclovir-price - much does valacyclovir hydrochloride cost acyclovir discount coupon http://flavors.me/exaf#acyclovir-generic-drug - is generic valacyclovir as effective as valtrex acyclovir 400 mg cold sore http://flavors.me/nonping#acyclovir-800-price - valacyclovir hcl 500 mg tabmyl valacyclovir generic for http://flavors.me/balha#valacyclovir-canadian-pharmacy - acyclovir 800 mg for herpes kegunaan obat acyclovir 400 mg http://flavors.me/difu#generic-form-acyclovir - buy acyclovir online uk buy acyclovir over counter how much is acyclovir zovirax