Wycieczka na wschód

Paź 23, 2011 (dzień 158) Turcja

Zjeżdżając z Nemrutu mogłem wybrać prostą drogę i udać się na południe, przez Urfę, do granicy z Syrią. Taki był mój pierwotny plan. Będąc jednakże tak blisko kurdyjskiej części Turcji, nie mogłem oprzeć się pokusie i musiałem ją odwiedzić. Zamiast skręcić w prawo w Siverek, pojechałem prosto, w kierunku Diyarbakır.

Po przeprawieniu się promem przez Jeziora Atatürka, napotkałem kompletnie odmienny krajobraz. Nie ma już gór, a zdawać się może, że tereny tureckie są oddzielone od kurdyjskich pasem ziemi niczyjej. Kamienne rumowisko jest tylko z rzadka oznaczone drobnymi łatkami nieurodzajnych poletek lub niewielkimi pastwiskami. Zycie tutaj musi być trudne i rzeczywiście — wioski, w porównaniu z tymi na zachodzie, wyglądają conajmniej skromnie. Drogi również prezentują niższą jakość i większość wygląda jakby miały nierówności przewidziane już w projekcie. W miastach natomiast, tak jak wszędzie w Turcji, dominują nowe, lśniące bloki mieszkalne.

Diyarbakır trudno nazwać malowniczym

Diyarbakır trudno nazwać malowniczym

Starówka w Diyarbakır otoczona jest olbrzymim i niemal kompletnym murem obronnym, zbudowanym z ciemnego kamienia. Labirynt małych uliczek i przejść, wijących się w chaotycznej mieszance domów, meczetów i sklepów, ma wiele uroku. Problem w tym, że gość z Europy nie może tu nawet na chwilę odetchnąć. Roje dzieciaków ciągle wykrzykują "turysta!" lub bez końca zadają kilka powtarzających się pytań po angielsku.

Jeśli chodzi o dzieci, wschodnia Turcja jest pierwszym treningiem przed Afryką. Kilka razy byłem celem dla kamyka ciśniętego przez jakiegoś uczniaka, a raz ledwo uniknąłem oplucia. Te, które podejdą bliżej, czasem próbują złapać za kierownicę lub ciągną za paski od sakw. Klepanie w łeb pomaga, podobnie jak i szarża rowerem w stronę szczyla rzucającego kamienie. Uciekają w panice, co czasem wygląda zabawnie, ale nie zmienia faktu, że dzieciaki są tu dość uciążliwe. Najlepszym sposobem na uniknięcie problemów jest omijanie miast w porze popołudniowej. Będąc w szkole, odzianymi w mundurki, stworzenia te zachowują się w sposób dużo bardziej cywilizowany.

Od Diyarbakır jechałem wzdłuż Tygrysu, kolejnej wielkiej rzeki mającej swe źródło w tureckich górach. Prędko przemknąwszy przez miasto Batman, które chyba nie zostało nazwane na cześć sławnego superbohatera, wjechałem w przepiękny kanion, gdzie rzeka wije się wzdłuż wysokich skalnych ścian. Nie można było ominąć tak wspaniałego miejsca na biwak. Wyjąłem nawet wędkę, której nie używałem od Ukrainy, jednakże bez efektów. Liczba sieci, które rzuciły mi się w oczy, wskazuje, że cokolwiek urośnie tu do rozmiaru dłuższego niż palec, zostaje natychmiast zjedzone.

Przejaśniło się, biwak ponownie wygląda uroczo

Przejaśniło się, biwak ponownie wygląda uroczo

Zaraz po przebudzeniu zauważyłem, że nieoczekiwanie zmieniła się pogoda. Odgłos lekkiego deszczyku był doskonałym pretekstem, by pospać odrobinkę dłużej. Niestety, opad nie ustawał, a nawet się wzmagał. Upadł plan ruszenia o poranku na poszukiwanie śniadania, a będąc coraz to bardziej głodnym i uwięzionym w niewielkiej przestrzeni, zastanawiałem się co tu począć. Moje rozmyślania przerwało nagłe uderzenie wiatru, które niemal rozpłaszczyło namiot na ziemi. Zmienił się kierunek i znad pięknych nadrzecznych skał co rusz zaczęły spadać podmuchy o niesamowitej sile. Skończyła się nuda i przez następną godzinę podtrzymywałem maszty, by uniknąć zawalenia namiotu i zalania strugami deszczu. Nagle to wszystko się skończyło, a na błyskawicznie oczyszczającym się niebie zaświeciło łagodne, ciepłe słońce. To nie pierwszy już raz w Turcji, gdy pogoda załamuje się nagle, by za parę godzin równie szybko wrócić do słonecznego standardu, bez widocznej przyczyny. Mogłem ruszać na poszukiwanie jedzenia.

Hello tourist!

Hello tourist!

Miejsce, które chciałem zobaczyć, to Hasankeyf. Wiele pięter jaskiń, wydrążonych w ogromnej skale górującej nad rzeką. Do tego stary, zrujnowany most i meczet z pokaźnym minaretem, zwieńczonym bocianim gniazdem. Hasankeyf naprawdę wygląda świetnie i wyglądać tak będzie jeszcze tylko przez kilka lat. Projekt zapory Ilsu zakłada zalanie tego pięknego zakątka. Dyskusje nadal trwają, ale nowy inwestor z Chin wydaje się być mniej zatroskanym o historię i przyrodę niż europejscy poprzednicy, którzy wycofali swój wkład finansowy. Niepewny rezultatu, wolałem nie ryzykować i odwiedzić to wyjątkowe miejsce teraz.

Hasankeyf jeszcze przed zalaniem

Hasankeyf jeszcze przed zalaniem

Przez ostatnie dwa dni (i również noce) byłem świadkiem wzmożonego ruchu na niebie. Kilka samolotów odrzutowych, potem wojskowe śmigłowce — to nasunęło przypuszczenia, że na wschodzie znowu robi się gorąco. Potwierdził to sklepikarz w Hasankeyf, jak i gazety, które obejrzałem w kolejnych dniach. Turcja i PKK rozpoczęły nową rundę walk. Dobrze, że nie wybieram się do Iraku. Sytuacja w Syrii nadal jest niejasna, ale nie powinna się pogorszyć.

Stąd zawróciłem na zachód. W okolicy Midyat pogoda ostatecznie się wyklarowała, prezentując idealnie bezchmurne niebo z nadal wiejącym wiatrem. Wiedziałem co to oznacza. Wieczorem przyodziałem się we wszystko, włączywszy w to czapkę i rękawice, leżące na dnie sakwy od Finlandii. W tym rynsztunku wczołgałem się do śpiwora. Nie było tak zimno, jak się obawiałem, ale wiadomość odczytałem: jedź na południe!

Słońce wschodzi, zaraz będzie kawa

Słońce wschodzi, zaraz będzie kawa

Ostatnim miejscem, jakie chciałem ujrzeć na tej wschodniej pętli, był Mardin. Starówka zajmuje niecodzienne miejsce — stok tuż poniżej szczytu pagóra. Ostatniego pagóra przed równiną Mezopotamii. Po miesiącach spędzonych w górach, widok bezkresnej, płaskiej przestrzeni jest niewiarygodny. Samo miasto też robi wrażenie, ciągle trzymając fason. Nowe budynki albo są zrobione z takiego samego kamienia co stare, albo przynajmniej pomalowane na podobny kolor. Szkoda, że było zbyt tłoczno, by zostawić rower samopas i udać się na zwiedzanie pieszo. W zamian wciągnąłem kilka lahmadżunów, wspólnie z Antonim, przypadkowo spotkanym Czechem, który jechał autostopem do Indii. Potem ruszyłem w dół, na równinę, po nowej i szerokiej szosie, na której poważnie złamałem ograniczenie prędkości i wyprzedziłem kilka samochodów. Nareszcie jakaś nagroda za te niezliczone podjazdy!

Pięknie odrestaurowany kościół w Mardin

Pięknie odrestaurowany kościół w Mardin

Mezopotamia jest żyzna, a to oznacza, że każdy skrawek ziemi przeznaczony jest pod uprawę. Jesienią da się, choć niełatwo, znaleźć jakieś zżęte pole i rozbić tam obóz. Schować się jednak nie sposób. Ani jednego drzewa, brak pagórków żadnych przeszkód terenowych. Postanowiłem więc zapytać na stacji benzynowej. Tego samego dnia, o poranku, zajrzałem na jedną z nich w poszukiwaniu toalety i wody, by za moment siedzieć w wygodnym fotelu, z kawą, talerzem migdałów i laptopem podłączonym do Internetu. Z tak dobrym wrażeniem świeżo w pamięci, postanowiłem spróbować szczęścia ponownie. Na pytanie, czy mogę rozbić namiot za budynkiem, zaoferowano mi nocleg w pokoju modlitw, z miękkim dywanem i gniazdkiem elektrycznym. Tak jak turecka gościnność nie przestaje mnie zadziwiać, tak kurdyjska po prostu wyznacza nowe standardy.

Tuż przed wschodem słońca obudzili mnie czterej kierowcy ciężarówek, którzy wtargnęli do pokoju na szybki poranny namaz. Dzięki nim rozpocząłem ten dzień wcześniej niż zrobił to wiatr i w efekcie przejechałem 113km. Nieliczne przystanki były kolejnymi spotkaniami z dobrą wolą nieznajomych ludzi. Darmowa sesja w kafejce internetowej, darmowa cola, darmowe ciastka... Gdy nalegałem, że zapłacę, w odpowiedzi słyszałem "Nie! Jestem Kurdem z Kurdystanu", jakby to miało być ostatecznym wyjaśnieniem powodów gościnności.

Doskonałe miejsce na kolację

Doskonałe miejsce na kolację

Do Urfy dojechałem następnego dnia. Miasto jest bardzo przyjemne, nie tak hałaśliwe i posiada ogromny bazar, który na pewno odwiedzę jutro, w poniedziałkowe popołudnie. Podczas spaceru parkiem, nad rybim stawem, spotkałem Adriena, szwajcarskiego rowerzystę, z którym przelotnie widziałem się już w Kapadocji. Jedzie do Indii. Podczas krótkiej rozmowy przekazał mi smutną wiadomość o dzisiejszej tragedii w Van. Dobrze, że w Midyat zawróciłem na zachód.

Planuję jutro po południu pojechać do Akçakale, zatrzymać się na nocleg przed granicą i przekroczyć ją kolejnego ranka, z wtorkową pieczątką w paszporcie. W Syrii wolno mi przebywać tylko 15 dni, i dopóki nie załatwię przedłużenia wizy, wolę oszczędzać cenny czas.

Komentarze:

mama
mama
7 lat, 4 miesiące temu
Piękne widoki, ładnie piszesz - jak zwykle. Ulżyło nam, ze jesteś poza zasięgiem trzęsienia ziemi.Trzymamy kciuki!
Hania / mumum
Hania / mumum
7 lat, 4 miesiące temu
tak właśnie się zastanawiałam, czy nie jesteś w rejonach dotkniętych trzęsieniem ziemi, ale na szczęście w porę odbiłeś na Zachód :)
cały czas trzymam kciuki :)
siostra:)
siostra:)
7 lat, 4 miesiące temu
a nie można tych dzieci po prostu rozjechać? :)
uściski z coraz bliższego 0 stopni domu ;)
ciotka
ciotka
7 lat, 4 miesiące temu
Dziadkowie sie denerwowali....ale już nam ulzyło.Pozdrowienia z Gliwic.
Abbas ALI
Abbas ALI
7 lat, 3 miesiące temu
Respected Sir / Madam,

We would like to introduce ourselves as one of the leading Manufactures and Exporters of the Motorbike Gloves, Winter & Summer Gloves, Motocross Gloves as well as Fashion and Military Police Gloves etc. We are well established for the above mentioned products. Kindly take a look at our
company website www.fwasports.com and know us know your interested products particularly. So, we will quote you most comprehensive prices for mutual business benefits among both of our organization. We now await your swift reply.

With kind regards.

Abbas Ali / Proprietor
Faheem Waseem Abbas Sports
Rana Coloney, Street No.5
Opp:Zinco Cenima G.T.Road
Gujranwala Pakistan
Tel: 0092-334-8186018 - 0092-300-9645508
www.fwasports.com